poniedziałek, 12 września 2011

[ 67 ] 18 * + CZYTAJ PASEK BOCZNY

  Urwanie głowy. Dużo nauki . Do tego polski coraz gorszy. Nauczycielka daje nam popalić. Jutro kartkówka z matmy a mnie się nie chce  - pouczę się jutro rano. A z ciekawszych rzeczy to w tym tygodniu jadę po farby do pokoju . Fiolet + limonka . Co o tym sądzicie? Chcę zamówić sobie na allegro.pl bejsbolówkę. Idealnie w moim guście są tego typu bluzy. Plus mam coraz lepsze kontakty z dziewczyną z którą kiedyś się przyjaźniłam. To dużo dla mnie znaczy. Serio , cieszę się że się z nią tak dogaduje. Mam do niej sentyment i do tego świetnie się rozumiemy + bardzo jej ufam. Obydwie się zmieniłyśmy i chyba na lepsze. 
Co do miłości . Chłopak z innego miasta niby nie daleko od mojego ale jednak. Nie widziała go jeszcze w RL ale bardzo chciałabym go zobaczyć. Ciągnie mnie do niego kurde . A co u was? Jak w szkole? Chcecie już zimę ? 
Części opowiadania będą krótsze ale częściej . 


SŁUCHAMY : Lil Wayne - How to love <3


Obudziłam się równo o dziewiątej dziewięc i mimowolnie się uśmiechnęłam. Lubiłam takie znaki. Angela spała z brzegu. Twarz miała całą czerwoną i zaspaną , zmęczoną , osłabioną. Wyglądała jak zapłakana mała dziewczyna, której śniły się przerażające koszmary. Poczułam ucisk w żołądku i zatrzymałam trochę powietrza. Powolnymi ruchami ześlizgnęłam się z łóżka i poszłam do łazienki. Kiedy Angelika wstała - jakieś pół godziny po mnie na stole stały już gorące gofry z dżemem. Usiadłyśmy przy stole i zaczęłyśmy zastanawiać się co dalej.
- Musimy porozmawiać z Twoją mamą. - oznajmiłam stanowczo i nie chodziło o to że nie może u mnie mieszkać. Może , ale wsparcie rodziny jest w takich sytuacjach najważniejsze.
- Boję się. - powiedziała z pełną buzią i z brudną brodą od dżemu. 
- Dzień dobry. - do kuchni weszła moja mama a ja chciałam sprawiać pozory że wszystko dobrze się układa. Obydwie odpowiedziałyśmy jej uśmiechem. 
- Ah , co za noc dziewczyny. Wyglądacie na zmęczone pewnie też się bawiłyście. Angeliko dawno Cię nie wiedziała co słychać kochanie? - mówiła a my mierzyłyśmy się nawzajem wzrokiem. 
- Wszystko dobrze. Dziękuję pani. - odpowiedziała rutynowo i odłożyłam nasze talerze do zlewu i nie mając ochoty na dalsze rozmowy z moją mamą ulotniłyśmy się . Na korytarzy natknęłyśmy się na Oskara.
- Witam . - powiedział rozpromieniony a Angelika dostała czkawki tak ją przestraszył. Spojrzałam na niego obojętnie i poszłam do pokoju.
- Tłoczno tu. Wychodzimy. - stwierdziłam i szybko się ogarnełyśmy i już byłyśmy przed blokiem.  
  Weszłyśmy do domu Angeliki po cichu. Mama zabrała jej klucze więc miałyśmy szczęście że było otwarte. Poszłyśmy do salonu i tam zastałyśmy panią Patrycję czytającą jakąś książkę i z tvn 24 w telewizorze. Usłyszawszy kroki podniosła wzrok znad kartek lektury i zdjęła okulary z grubymi oprawkami. 
- Mamo ... - szepnęła moja przyjaciółka a kobieta wstała i nie zważając na mnie uderzyła z całej siły Angelikę. Dziewczyna miała na policzku czerwony ślad. 
- Jak pani tak może !? - krzyknęłam oburzona. 
- Nie wtrącaj się. Nadia , to nie Twoja sprawa. - odpowiedziała wzgardliwym tonem p. Patrycja. 
- A właśnie że moja. Angelika jest mi najbliższą osobą na świecie. - odpysknęłam ale Angelika szturchnęła mnie i odepchnęła na bok. Zapadła cisza . Przyjaciółka trzymała się za policzek i w oczach stanęły jej łzy.
- Jak mogłaś tak się zepsuć? Puściłaś się z pierwszym lepszy i już bachor? Jesteś nic nie warta! Gówniara ! - jej matka wpadła w furię. Krzyczała i wymachiwała rękoma. Razem z koleżanką odsunęłyśmy się od niej . Nagle do salonu wszedł jej ojciec. Pan Artur.  Dobrze zbudowany mężczyzna , z czarnymi włosami. Już widać kilka siwych. Ciemne , oczy jak smoła i haczykowaty brzydki nos.
- Patrycja uspokój się do cholery! A ty ile lat miałaś jak się Angela urodziła? - zgasił ją. Pani Patrycja była bardzo młoda , jej ojciec był dużo starszy. Tzn. to był jej ojczym. Prawdziwy ojciec przestraszył się i uciekł. Jak większość facetów. 
- Artur ...- już chciała coś mówić kiedy mężczyzna podniósł dłoń nakazując jej w ten sposób milczenie. 
- Angeliko - zaczął oficjalnie. - Jestem z Tobą. Wróć do domu. Przykro mi z powodu piekła jakie zafundowała Ci matka. Wręcz prawa nie miała Cię wyrzucać. Co mamy teraz zrobić? A przecież nie usuniesz. - powiedział dość mądrze. Kamień spadł mi z serca gdy usłyszałam jakie stanowisko zajmuje jej ojczym. Angelice zapewne także .
- Dziękuję tato . - powiedziała dziewczyna słodkim głosem z lekko obniżonym tonem.  W końcu traktowała go jak swojego własnego tatę. Jej mama usiadła na kanapę i znów wczytała się w książkę choć ciągle zerkała znad kartek. Nie siedziałam u koleżanki długo.  Kiedy wyszłam przypomniałam sobie że już jest końcówka września i niedługo szkoła. Ostatni rok LO a potem studia. Od września miałam zamiar wziąć się do szukania kastingów do reklam czy teatru. Studia w Poznaniu albo w Krakowie , może w Łodzi. O Warszawie myślałam najmniej. " Już po. Nie rozumiem po chuj ta cała stypa. Ja nie poszedłem , siedzę w domu. Wpadnę do Ciebie wieczorem " . - przeczytałam wiadomość od Tomka. Westchnęłam głęboko na myśl o śmierci Sylwii. Tyle rzeczy wydarzyło się tego lata , że nie mogłam się połapać.
  Do domu czekały mnie jeszcze z trzy przystanki. W pewnym momencie zobaczyłam, że w tym samym przedziale siedział Mateusz. Opierał głowę o szybę i w ręku ściskał bilet tramwajowy. Niepewnie do niego podeszłam przeciskając się obok starszej pani i niedogrzanego pedofila , który ciągle gapił się na mój dekolt. Swoją droga był on niewielki.
- Hej . - powiedziała szturchając go w ramię i wyrywając z zamyślenia. Wyjął z uszu białe słuchawki i spojrzał na mnie przestraszony .
- Chcesz usiąść ? - spytał .
- Nie . Chciałam wiedzieć co u Ciebie. I poinformować , że chcę żebyś przyszedł na moją osiemnastkę. - uśmiechnęłam się niepewnie. Popatrzył na mnie spod byka.
- Ym , aha. Jako kto ? Z osobą towarzyszącą ? Dobrze wiesz że wolałbym jako twój partner. - wymamrotał . - Twój przystanek . - poinformował niby życzliwie. Jednak wyszedł razem ze mną.
- Możesz z kimś. Chcę żebyś został moim przyjacielem . - powiedziała idąc już w stronę bloków .
- Wiesz jak to brzmi? Strasznie. Pewnie że będę ale tylko dla Ciebie , mała. Zachowywałem się jak dupek a to nie Twoja wina że kochasz tamtego palant... no innego. - wzdrygnął ramionami. Akurat przechodziliśmy obok " naszej ławki " . Spojrzałam na nią stęsknionym wzrokiem. Była mało widoczna i dużo się na niej wydarzyło . Pierwszy pocałunek , nieśmiałe chwytanie za dłonie i czułe spojrzenia ,a potem niedaleko bójka O MNIE między chłopakami których ... kocham . Mimowolnie na niej usiadłam. Mateusz podszedł do mnie od tyłu i położył ciepłą dłoń na ramieniu . Często tak robił ...


Bardzo modne są ostatnio zegarki z wymienną obudową . Ja osobiście mam niebieski . A wy ? Macie już taki ? :) 



xoxo Nofound . 

czwartek, 8 września 2011

[ 66 ] 17 *

 CHCIAŁAM POWIEDZIEĆ , ZE ZMIENIAM SPOSÓB PISANIA. BĘDĘ PISAĆ W PIERWSZEJ OSOBIE. TAK MI WYGODNIEJ . MAM NADZIEJĘ , ŻE WAM TO NIE ROBI PROBLEMU. :)

 Mogłabym tak leżeć w jego ramionach przez resztę mojego zasranego życia , ale nic na to nie wskazywało. Niebo robiło się coraz ciemniejsze i wiedziałam , że nie spędzę z nim kolejnej upojnej nocy. Przez głowę przelatywały mi obrazy z nad morza. Piękniejszej chwili w moim życiu bym nie znalazła. Gładziłam Tomka po torsie , twarzy , ramionach i wdychałam powoli i głęboko jego zapach. Chciałam żeby we mnie wsiąkł tak samo jak wsiąknęła we mnie jego gorąca miłość. Przy nim zapominałam o wszystkich problemach. Zamykałam się z nim w innym świecie - lepszym świecie. Wszystko było na naszą własność, a w szczególności gwiazdy. Tak , kochaliśmy gwiazdy. Nagle otrzeźwiałam. Całkowicie o tym zapomniałam. Jak mogłam? Zerwałam się na równe nogi. Przecież niedługo miała być moja osiemnastka !!
- Co się stało ? - spytał Tomek powoli wstając za mną.
- Tyle mam na głowie. - westchnęłam. - Czy pójdziesz ze mną na moją osiemnastkę ? - spytałam śmiejąc się.
- Całkowicie zapomniałem , że wkraczasz w dorosłość! Kurcze przepraszam! - zaczął nawijać a ja mu dałam buziaka .
- Muszę już zamówić lokal. Zastanowić się kogo zaproszę i ... chciałabym żeby był Mateusz. - poczułam jakby zimny wiatr otulił moje plecy. Pewnie to moja wyobraźnia tak reaguje na TE imię .
- To Twoja impreza. Nie mogę ingerować w to kogo chcesz zaprosić. - wybełkotał spokojnie. Przyjrzałam mu się uważnie. Kłamał. Nie chciał żeby był Mateusz , ale miał rację. To moje święto, a wiem że bez Mateusza byłabym przygnębiona.
- Odwieziesz mnie? - poprosiłam. Skinął głową i bez wahania objął moje ramiona. Było mi tak błogo w jego cieple. Chciałam żeby on został tym jedynym. W końcu znalazłam kogoś kogo ... kurczę kocham. Serio . W dodatku cholernie mocno. Niestety nie mogłam powiedzieć jakie są moje uczucia co do mojego byłego chłopaka.
 Dojechaliśmy w jakieś dziesięć minut. Potem jeszcze jakieś dwadzieścia siedzieliśmy w aucie ściskając się nawzajem i docinając coś sobie. Tomek mówił jaka ja jestem stara i inne takie. Wbiegłam wręcz do domu. Nikogo nie było. Mama pewnie na randce lub w pracy. Już nie odróżniałam kiedy gdzie chodziła. Weszłam do pokoju i rozległo się pukanie do drzwi. Człapiąc w ich stronę krzyknęłam " Kto tam?" ale nikt nie odpowiedział. Spojrzałam przez judasza. Stała tam Angelika wbijając w coś wzrok i nerwowo ruszając nogami. Otworzyłam drzwi a ona wcisnęła mi małe białe prostokątne jakby pudełeczko. Test ciążowy. Zamarłam. Stałyśmy tak w progu przez chwilę aż weszłam do środka bez słowa i usiadłam na kanapie w salonie wpatrując się w test. Angela usiadła koło mnie i zaczęła głośno płakać. Nie mogła złapać tchu i wydawała dziwne dźwięki.
- Kogo to dziecko? - spytałam .
- Jak możesz pytać? - oburzyła się i przetarła dłonią policzek .
- Bartka czy tego ratownika? - w końcu ostatnio chwaliła się jak to zaliczyła ratownika i jaki to on był świetny.
- Oczywiście , że Bartka. Mam nadzieję. Nie mówiłam mu. Sprawdziłam jak wróciłam od niego. Coś mnie tknęło i kupiłam i zobaczyłam i ... życie legło w gruzach bo ja nie mam pojęcia jak sobie z tym poradzę. Na cholerę mi dzieciak? Rozumiesz? Przed maturą , kur*a mać ! - mówiła cały czas szlochając. Boże , w co ona się wpakowała. Odłożyłam test na ławę i przytuliłam ją. Miała twarz całą mokrą. Do tego było słychać grzmoty i pierwsze krople deszczu zaczęły dudnić o szyby.
- Pomogę Ci. - zaoferowałam się. - Nie zostawię Cię z tym samej . Pamiętaj. - na te słowa tylko się uśmiechnęła. - Jakoś się ułoży. - dodałam szybko i sięgnęłam ślepo ręką pudełko chusteczek leżących na szafce obok sofy.  Przyjaciółka głośno wydmuchała nos i rzuciła chusteczkę na ławę.
- Muszę jakoś powiedzieć rodzicom. - westchnęła głęboko opierając się.
- Nie zwlekaj z tym. Powiedz teraz . Idź. - nie chodziło o to że ją wyganiałam , ale wiedziałam jaka jest jej mama. Im szybciej powie tym lepiej. Choć to nowa sytuacja , całkiem nowa i nie wiadomo jak zareaguje . Angelika wstała.
- Masz rację. To do zobaczenia. Dzięki za wszystko . - powiedziała uśmiechając się z mokrymi oczyma i uścisnęła mnie mocno jeszcze raz po czym wyszła . Widziałam jeszcze przez okno jak się ociągała, ale w końcu zniknęła za rogiem. Zaczynałam coraz bardziej się martwić.
 Zabrałam się za słuchanie muzyki i wzięłam do rąk książkę . Zaczytałam się na dobre kilka godzin aż skończyłam dzieło literackie. Spojrzałam na zegarek . Dochodziła druga w nocy. Domyśliłam sie że mama już wróciła a ja ze słuchawkami w uszach po prostu nie słyszałam. Nie byłam zmęczona. Ciemne niebo za oknem skłoniło mnie do przemyśleń. Musiałam wszystko ustalić. Więc , jestem z Tomkiem , którego bardzo kocham. Zmarła mu siostra i wiem że jest mu ciężko. Muszę przyznać że czasami brakuje mi Mateusza. Może czasem był zazdrosny i za szybko reagował , ale był kochany. I chciał mnie bronić za wszelką cenę. Następnie Angelika... jest w ciąży. Do tego ja osobiście nie jestem pewna kogo to dziecko. Wiem , że to moja przyjaciółka ale po tym co ona ostatnio odstawia po prostu nie wiem co myśleć. I w końcu rodzice. Mama z nowym facetem tu w Polsce. Jest rozpromieniona i ... szczęśliwsza niż przy tacie natomiast mój prawdziwy tata nie odzywa się. Nawet nie wiem czy już nie ożenił się z tą swoją ... jak ona miała? A to nawet nieistotne.
 Usłyszałam ciche pukanie do drzwi. O tej godzinie? Na początku myślałam że to tylko moja wyobraźnia płata mi dziwne figle , ale pukanie się nasilało. Wstałam i na palcach skierowałam się do drzwi. Mamy nie było - myliłam się. Nie było jej bo bym widziała rzuconą torebkę na komodę. Otworzyłam drzwi wejściowe i zobaczyłam Angelikę całą zapłakaną i z poszarpaną fryzurą a w ręce trzymała uchwyt walizki. Z torby wystawały jakieś szmatki. Patrzyłam na nią w totalnym szoku.
- Mogę wejść? Obudziłam Cię? Przepraszam. - powiedziała przez łzy co jakiś czas się jąkając.
- Nie spałam. Wejdź , co się do cholery stało? - spytałam roztargniona chwytając jej torbę i wstawiając do siebie do pokoju.
- Mama mnie wyrzuciła z domu. Zaczęła krzyczeć , że jestem dziwką , że się nie szanuję. Kazała mi się pakować i sama mi nawet wpychała do walizki ciuchy. Rozumiesz? Ja nie wiedziałam co zrobić. Przepraszam. - zabrakło mi powietrza. Nie ogarniałam jak własna matka mogła tak postąpić ze swoim dzieckiem.
- Nie przepraszaj. Jutro do niej pójdziemy razem . Teraz musi ochłonąć. Zrobiła tak pod wpływem emocji. - starałam się znaleźć jakieś sensowne rozwiązanie.
- Więc zajebiście dużo ma emocji negatywnych w stosunku do mnie. - wybełkotała wyjmując z walizki rzeczy do spania. Patrzyłam na nią smutnym wzrokiem. Razem z nią byłam w rozsypce .

No okey ziomki. Nie pisałam cholernie długo ale to dlatego że zaczęła się szkoła. Z dnia na dzień więcej nauki. Krew , pot i łzy jak to mówi moja polonistka. Ostatnia klasa i wszyscy straszną nas testami gimnazjalnymi. W końcu rocznik eksperymentalny - wszystko nowe. Nawet te nieszczęsne teksty. Dziś mam chwilę czasu więc zajmę się waszymi blogami. Nareszcie! Jutro spr. z j. polskiego. A że jestem humanistką to dla mnie nic trudnego. Co do rozdziałów : są krótkie ale treściwe. Mam nadzieję , że nadal wam się podobają. W ostatnim poście nie było zdjęć bo nie miałam czasu na wybieranie ich ani siły. Serio . A co do miłości ... no to co zwykle . Czyli nic i nikt. Macie do mnie jakieś pytania? Walcie śmiało . Odpowiem na wszystkie w następnym poście.  Całuję . 

SŁUCHAMY : Moves like jagger <3 !!! 

xoxo Nofound 

wtorek, 23 sierpnia 2011

[ 65 ] Na zawsze 16 *

  Delikatnym ruchem ręki odgarnął parę kosmyków z jej twarzy. Chciał się uśmiechnąć i pokazać , że nie jest aż tak źle. Nie mógł. Jakby twarz odmawiała mu posłuszeństwa. Nadia wiedziała co on chce zrobić. To było coś w rodzaju telepatii, czytania w myślach albo chociaż przeczucia. Dlaczego jej przeczucie się sprawdziło,a modlitwy na nic się nie zdały? Przymknęła oczy i czuła łomot łamanych żeber. W pewnym momencie ułożyli się wygodnie na łóżku i zasnęli.
***
  Nadię obudziły promienie słońca i zapach świeżo zaparzonej kawy. Chciała ręką objąć Tomka, ale nikogo nie zastała obok. Przeszył ją strach po czym udała się do kuchni. Wzięła kubek z kawą i przywitała się z mamą niemym uśmiechem. 
- Miałaś jakieś wiadomości od taty? - spytała pani Marika.
- Nie. Zero. A jak tam Oskar? - Nadia westchnęła parząc sobie język gorącym napojem. W ostatnim czasie nawet dużo o nim nie myślała. Był najmniej istotną rzeczą w tym momencie. 
- Co za ... - mama skrzywiła się. - Dobrze. Im więcej czasu razem spędzamy tym bardziej się zbliżamy do siebie. Lubisz go? Niedługo będziesz musiała go lepiej poznać. 
- Ciesze się , że jesteś szczęśliwa , mamo. - odparła. Szczerze nie miała ochoty poznawać go bliżej. W jej głowie ciągle chodziła myśl o Sylwii i Tomku. Chciała do niego zadzwonić,ale nie wiadomo z jakiego powodu bała się. Poszła do łazienki. Rutynowo prysznic , jakieś ubranie i ogólnie cały pic. Zobaczyła wibrujący telefon. 
" Zaliczyłam ratownika. OMG. Przyjdź do mnie i Ci wszystko opowiem. A. " - przeczytała i chwyciła się za głowę . Popatrzyła na swoje odbicie w lustrze i wyszła z domu . Szła powoli. Znów musiała wszystko przemyśleć. Wiedziała , że musi być silna . Dla Tomka , dla Angeliki , dla mamy , dla siebie. Do tego zbliżała się wielkimi krokami premiera przedstawienia i potem szkoła. Kiedy pomyślała , że będzie musiała zdać maturę zrobiło jej się niedobrze.
  Przyjaciółka wpuściła ją do środka cała w skowronkach. Nadia usiadła wygodnie na jej łóżku i czekała na pełne emocji opowiadanie.
- Więc ... - zaczęła Angelika mocno zaciskając pięści. - Spotkaliśmy się na mieście. Pogadaliśmy chwilkę i poszliśmy do niego. Było wino, muzyka , w ogóle świetna atmosfera.Zrobiliśmy to na podłodze. - roześmiała się. Nadia patrzyła na nią z ogromnym zdziwieniem w oczach.Seks dla niej nie wchodził w grę bez miłości.
- A myślałaś w tym momencie o Bartku ? - zaniepokoiła się dziewczyna. Bartek bardzo ją kochał.
- Ty zawsze musisz coś walnąć. Nie, nie myślałam o nim. - skrzywiła się Angelika. - A rano wyszłam i zostawiłam kartkę " Zadzwonię " . A ja nie mam zamiaru dzwonić. Dobrze mi było . Doszłam chyba ze trzy razy na bank. A ja potrzebuję kogoś kto pogada - Bartka . - chyba była z siebie dumna. Przyjaciółka nie mogła uwierzyć co się z nią stało. Kiedyś święta dziewczyna a teraz? Głupio było ją nazwać puszczalską.
- Powiesz Bartkowi? - on był dla Nadii w tym momencie najważniejszy i powinien być najważniejszy dla Angeliki.
- Oszalałaś ? Zabił by mnie !! - podniosła ton. Skończył się ten temat. Nadia opowiedziała sytuację Tomka. Dziękowała Bogu , że ma komu się wyżalić i , ze ma tak ogromne wsparcie w przyjaciółce. Ale ona nie mogła popierać jej zachowania.
- Rzygać mi się chce . - krzyknęła Angela wybiegając w pokoju .
- Zabespieczyłaś się ? - pierwsze pytanie jakie przyszło Nadii do głowy.  Do pokoju wróciła Angela pijąc wodę.
- Nie. Jestem w ciąży . - miała pokerową minę. - Żartuję . - roześmiała się a Nadii nadal trzęsły się ręce . - Jak ciąża to tylko z Bartkiem. - dodała.
- On przynajmniej nie rucha nikogo na boku . - zirytowała się Nadia .
- Skąd wiesz? - Angelika spodziewała się w odpowiedzi ciszy.
- Bo on Cie kocha cholero ! - zatkało ją. Nadia przecież miała rację. Usiadła koło przyjaciółki i spuściła głowę w dół.
- Boże jaka ja jestem głupia. - szepnęła a łzy zaczęły kapać do szklanki z wodą. Nadia nie zaprzeczyła. Uważała że to był największy błąd jaki mogła zrobić.
- Ale nie mogę mu powiedzieć . - szlochała cicho nie wiedząc co ma robić . Siedziały w ciszy jakiś czas. Obydwie rozmyślały nad jak najlepszym rozwiązaniem dla tej sytuacji. Nic logicznego nie przychodziło jej do głowy. Angelika nie chciała okłamywać Bartka. Postanowiły iść do swojej ulubionej kawiarni uleczyć się pyszną mrożoną kawą. Kiedy doszły na drzwiach widniał wielki napis " ZAMKNIĘTE . REMONT "
- Tego za wiele. - westchnęły obydwie naraz. Zajrzały do środka. Pełno foli , rozwalone stoliki i jacyś starzy , półnadzy mężczyźni malujący sufit.
- Jakaś masakr. Ja lecę. Idę do Bartka. Wczoraj nie mogłam i prosił żebym dziś wpadła. - oznajmiła Angelika opierając się o ścianę budynku.,
- Powodzenia. - odparła Nadia i przytuliła przyjaciółkę. Ta tylko jak to miała w zwyczaju wzdrygnęła ramionami i poszła w stronę przystanku. Nadia w tym momencie zdobyła się na odwagę i wybrała numer Tomka.
- Halo ? - usłyszała aksamitny męski głos przesiąknięty melancholią.
- Jak się trzymasz? - spytała chodząc w kółko.
- Całkiem. Jutro pogrzeb. - chłopak westchnął głęboko. Nadia nie lubiła tego typu uroczystości. Zawsze to ją przerażało. Przygnębiona wzięła głęboki oddech i nie wiedziała co powiedzieć.
- A jak tam rodzice sobie radzą? - zmartwiła się. Pamiętała co on ostatnio mówił. Pamiętała jak jakby wyrecytował swoje uczucia.
- Mama płacze. Albo milczą albo się kłócą. Boję się o nich. - szeptał. Dziewczynie coś ścisnęło serce. Przecież nie mogli się do tego rozstać.
- Nie bój się. Wszystko się ułoży. Przecież wiesz. - mówiła. Chciała znów go przytulić.  - Jak chcesz możemy znów się zobaczyć. - dodała troskliwie.
- Nie chcę litości. - burknął.
- To nie litość tylko miłość. - powiedziała cicho. Słyszała swój głos w słuchawce.
- Może nad rzeką? - spytał. Uspokoiło go to co powiedziała. Zgodziła się bez namysłu i od razu pobiegła na miejsce spotkania. Nie musiała czekać długo. Zjawił się szybko. Bez słowa usiadł koło niej i objął ramieniem czule całując w szyję. Kochała ten dreszcz, który ją przeszywał w momencie kiedy on ją dotykał. Kochała jego dłonie , zapach , a nawet wyraz twarzy. Choćby i nawet ten smutny.
- Nadal nie wiem jak mam Ci dziękować. - powiedział kiedy leżeli na trawie tak w siebie wtuleni.
- Dobrze wiesz, że nie musisz.Chcę tylko żebyś się jakoś trzymał i był. Cały czas był tutaj ze mną. - odparła ugniatając w dłoni źdźbła trawy. Głęboko westchnął wpatrując się w niebo , które robiło się szare. Wielkimi krokami zbliżał się koniec wakacji. Szkoła jak zwykle przychodziła nie w porę.
-  Nie mam pojęcia jak skupię się na studiach. - przymknął oczy.
- A ja jak zdam tę cholerną maturę? - Nadia powiedziała z melancholią w głosie i tym razem ona westchnęła. Oboje nie mieli chęci do nauki. Mateusz szedł na pierwszy rok na a-WF. Chciał zostać masażystą.
- Jak skończysz szkołę pojedziemy do Nowego Jorku . Zamieszkamy tam , tam będziemy się uczyć i wszystko ułożymy jakoś. - oznajmił uśmiechając się sam do siebie. Miał przed oczyma całą ich wspólną przyszłość. Nie widział swojej przyszłości bez niej. Była w tym momencie jedynym stabilnym oparciem dla niego i jego uczuć.
- Chciałabym. Bardzo , bardzo, bardzo bym chciała. - także się uśmiechnęła całując jego tętnicę na szyi.  Przysunęła się do jego twarzy i pochyliła nad nim całując delikatnie. Nie ruszał się. Denerwował ją nie drgając nawet ustami. Całowała kąciki jego warg , policzki i oblizywała koniuszkiem języka jego usta. W końcu przycisnął ją do siebie i nie dając złapać oddechu całował , jakby w transie nie mógł się opanować.

Tak bardzo was przepraszam, że musieliście tak długo czekać , ale tyle się działo. Dziś moje urodziny (23.08) to już w ogóle. Przez ostatnie dni nie miałam internetu. Miotam się pomiędzy trzema chłopakami + czwarty a to serio długa historia i nie będę was tu zanudzać. Masakra w ogóle. 25 sierpnia jadę nad morze. Szczerze zapomniałam o czym pisałam i musiałam przeczytać dwa ostatnie rozdziały. Nie wiem kiedy nadrobię wasze blogi. Pewnie w przyszłym miesiącu , razem ze szkołą dam radę. Postaram się. Co u was? Jak miłość? Jak rozdział , który moment najlepszy? A tak w ogóle w przyszłym  miesiącu będzie lepiej bo nareszcie pozbywam się tego jeba**** dinozaura i będę mieć notebook'a !! jej ! :D A i czytam książkę . Pierwszy tom sagi " Dom /Nocy" - " Naznaczona" . Czytaliście ? :)


Ave wam !! 


słuchamy : Małpa - Właśnie ty  . xoxo Nofound <3

środa, 3 sierpnia 2011

[ 63 ] Na zawsze 15 *

 Nadia nieśmiało otworzyła oczy. Koło łóżka zastała swoją mamę wraz z Panem Oskarem. Możliwe że niedługo jej "nowym" tatą.
- Mamo ? - szepnęła dziewczyna podnosząc leniwie ręce. Pani Marika miała policzki czerwone od płaczu i na widok oczu córki uśmiechnęła się szeroko i przysunęła się bliżej łóżka. Chwyciła ją za rękę.
- Nadia , córeczko kochana. Jak się czujesz?- powiedziała .
- Dobrze. Tylko trochę obolała i zmęczona. - odpowiedziała nastolatka uśmiechając się. Kątem oka zobaczyła jak na twarzy mężczyzny także widniał przyjazny uśmiech.
- Co z Tomkiem ? - krzyknęła. Jeżeli można by to nazwać krzykiem.
- Z kim? Tym chłopakiem co był z Tobą? Też na szczęście nic poważnego. Ma podbite oko i delikatny wstrząs. - na te słowa Nadia odetchnęła z ulgą. Obwiniała się za to co się stało. Wieczorem już opuszczała szpital. Chłopak musiał zostać na obserwacji do następnego dnia. Kiedy dziewczyna była już prawie w pełni sił wybrała się do jego sali.
 W jasnym pomieszczeniu Tomek uciął sobie pogawędkę z dość młodą , ładną pielęgniarką. Nadia poczuła niemiłe ukłucie w brzuchu i wcale nie ukrywała zazdrości. Głośno chrząknęła a kobieta wyszła mierząc ją od góry do dołu.
- Hej. Jak się czujesz amancie? - spytała trochę oschle Nadia siadając na łóżku Tomka.
- Zazdrosna? To tylko pielęgniarka . Dzięki , dobrze. Szkoda, że tu muszę zostać. A Ty ? - na twarzy chłopaka jak zwykle widniał ten cwaniacki uśmiech. Dziewczyna znów poczuła motylki w brzuchu na widok jego przymglonych oczu i charakterystycznego uśmiechu.
- Zazdrosna ? Nie , a powinnam? Dobrze. Tak w ogóle przepraszam. - westchnęła , a chłopak chwycił ją za rękę i ucałował.
- Nie masz o co. Dobrze wiesz , a przynajmniej mam nadzieję, że kocham tylko Ciebie. Nie przepraszaj, to nie Twoja wina.Mogłem się nie wtrącać i odejść. - przeszył ją wzrokiem a ona ścisnęła jego dłoń. Na jej twarzy wypisało się zdziwienie. Zdziwiła się wyznaniem miłości. Powiedział to z taką łatwością , jakby to było oczywiste , a w niej wybuchnął wulkan uczuć nie do opisania.
- Nie! Wiesz... szczerze to chciałam być z Mateuszem. - oznajmiła stanowczo , a Tomkowi jakby krew obniżyła swoją temperaturę. - Ale jak zobaczyłam was obydwóch to poczułam , że ... Może to zabrzmi głupio ale przeznaczenie. Przeznaczeniem było to że stałeś pod tym drzewem , znów Twoje płuca wypełniał ten trujący dym. Ja też Cię kocham. - dodała jakby wyjaśniając wszystko. Tomek uśmiechnął się tak szeroko jak jeszcze nigdy przedtem. Nadia nachyliła się nad nim i na pożegnanie pocałowała.

***
 Nadia chciała odebrać Tomka ze szpitala jednak on mówił, że sobie doskonale poradzi. Nie zważyła na to i udała się do Angeliki. Nagle przypomniała jej się sprawa Sylwii. Przeczuwała, że coś się stało. Coś dziwnego było słychać w glosie chłopaka kiedy z nią rozmawiał. Nadia w duszy się modliła żeby były to tylko głupie nic nie znaczące przeczucia. Z przyjaciółką spotkała się na basenie. Postanowiły trochę popływać. Miały zamiar coś spalić , ale większość czasu przesiedziały w jacuzzi. 
- Dobrze zrobiłaś. - powiedziała Angelika zanurzając się po ramiona w gorącej wodzie. 
- Dzięki Tobie. - Nadia uśmiechnęła się i popatrzyła na koleżankę dziękującym wzrokiem. 
- Ale widzisz. Mówiłam żeby się bili ! - obydwie się zaśmiały. Po chwili uznały ze w tym nic śmiesznego i wybuchnęły ponownie śmiechem , nieopanowanym. Złapała je tak zwana głupawka. Całkiem przystojny ratownik patrzył na nie podejrzliwie. Angelika do niego uśmiechała się szczególnie. Mówiły że to "ich" ratownik. Wysoki , blondyn o niebieskich oczach. Kwadratowy podbródek i umięśniona klata strasznie ją kręciły. 
- Nawet nie myśl o tym. On ma jakieś dwadzieścia trzy lata. Może nawet dwadzieścia pięć. - burknęła po chwili Nadia do ucha przyjaciółki. Angela wyławiając okulary spod bąbelków uśmiechnęła się do siebie. 
- Przestań. Bartek mi wystarcza.A dwadzieścia trzy a nawet pięć to nie tak dużo. Za rok mamy osiemnaście. - przekonywała dziewczyna w końcu trafiając dłonią na sznurek od okularów. 
 Po wyjściu z basenu ratownik akurat był do góry. Dziewczyny zajadały się frytkami. Pierwsza kątem oka zobaczyła go Nadia. Milczała bo nie chciała żeby jej przyjaciółce przyszedł do głowy jakiś głupi pomysł. " O boże "- pomyślała kiedy zobaczyła że do ratownika podchodzi Mateusz. Angelika widząc wzrok kumpeli spojrzała przez ramię. 
- Super. To mi ułatwi sprawę ! - ucieszyła się i wycierając buzię chusteczką wstała. - No chodź ! - rozkazała upychając ręcznik do torby.
- Nie ! Tam jest Mateusz! - broniła się Nadia. Z daleka w oczy kuło jego wielkie , sine limo pod okiem.
- Wiem. Kiedyś będziecie musieli zacząć rozmawiać. - Nadia z jednej strony przyznała koleżance rację ale niechętnie się podniosła z niewygodnego barowego krzesła. Podeszły do chłopaków. 
- Hej . - powiedziały obydwie naraz słodkim głosem. Mateusz skrzywił się i odpowiedział niezręcznie ściskając obu dłonie. 
- To Kuba , a to Angela i Nadia. - przedstawił ich sobie. Angela od razu zaczęła gadkę do ratownika. To ze mogła zacząć się topić , albo prosto z mostu ile ma lat. Mu to nie przeszkadzało. Pomiędzy Nadią a Mateuszem panowała cisza. 
- Przepraszam. - powiedziała w końcu dziewczyna.
- Odpuść sobie. - odparł sucho Mateusz i odwrócił się do niej plecami. Dziewczyna westchnęła tłumacząc go sobie nieprzygotowaniem na cokolwiek więcej niż uścisk dłoni przyprawiony obrzydzeniem. Po chwili przyłączyła się do rozmowy z nowym kolegą. Pogadali pięć minut i wymienili się numerami. Mateusz wszystko dokładnie obserwował i wyraźnie chrząknął kiedy Kuba poprosił o numer również Nadię. Na pożegnanie Mateusz tylko skinął wzgardliwie głową i niby zatracił się w rozmowie z kumplem. 

***
Roztrzęsiona dziewczyna siedziała na łóżku i czytała książkę. Nagle zadzwonił telefon. Rzuciła się do torby wszystko z niej wyrzucając. Przed odebraniem pomalowała usta błyszczykiem. 
- Halo ? 
- Cześć. Ja ... kurcze Nadia. Nie poradzę sobie. Tak bardzo ją kocham. - wykrztusił Tomek zapłakanym głosem. Nadii serce stanęło.Pierwsze co przyszło jej do głowy to to że chłopak zakochał się w innej. 
- Spokojnie , co się stało ? - zaniepokoiła się. 
- Sylwia , ona nie żyje . - w słuchawce nastała cisza. Słyszeli nawzajem swoje oddechy. Nadii po policzku spłynęło kilka łez. Zamurowało ją. 
- Tomek , tak bardzo mi przykro. Co mogę dla Ciebie zrobić? - wiedziała co miała zrobić. Miała po prostu być. Tego samego ona by chciała. 
- Nic . Nic nie musisz. - odparł powoli. Dziewczyna pomyślała ze on musi być teraz z rodziną , ale z drugiej strony obiecała, że będzie jego oparciem . Nie mówiła nic. Czekała na ciąg dalszy. 
- Rodzicie płaczą. - zaczął. - Czy robisz coś teraz ważnego? - spytał nieśmiało. Nadia uznała to za pytanie retoryczne. 
- Przyjedź do mnie. - oznajmiła. Usłyszała westchnienie i dźwięk kończący połączenie. Poszła na korytarz nerwowo przechadzając się po nim. Była sama. Jej mama na nocnej zmianie. Wiedziała , że jeżeli ma budować przyszłość z Oskarem nie będzie musiała tak dużo pracować. Oskar miał wyższe miejsce w randze firmy. Zarabiał o wiele więcej co wynikało z jego zachowania jak i ubioru . 
 W końcu chłopak dojechał. Nie musiał pukać do drzwi. Nadia bez zastanowienia rzuciła mu się na szyję i mokrym od łez policzkiem przycisnęła się do jego torsu. Stali tak przez moment w progu. Dopiero po chwili wciągnęła go do środka . Usiedli na łóżku. Obydwoje wtuleni w siebie z pokerowymi twarzami i głowami w dół. Tomek cierpiał , bardzo cierpiał. Dziewczyna to rozumiała i jakby ze strachu wsłuchiwała się w bicie jego serca. Siedzieli tak dobrą godzinę . Bez żadnego słowa. Chłopak w końcu się otrząsnął.
- Nie znaleźli serca na czas, a ona nie mogąc już czekać odeszła. Powiedzieli, że nie ma szans. Dlaczego ona?  Najchętniej oddałbym jej swoje serce. Moja młodsza , słodka siostrzyczka odeszła do aniołów. Muszę to sobie tłumaczyć jak małemu dziecku , które nie ma pojęcia o śmierci i nie czuje strachu przed nią. Nie wyobrażam sobie co czują rodzice. Dusza ich dziecka zniknęła z powierzchni ziemi. - mówił a Nadia uważnie go słuchała analizując każde słowo. To co mówił wydawało jej się takie niesamowite. Chciała poczuć to co on.Chciała żeby bolało ją tak samo. Najbardziej bała się , że nie będzie potrafiła mu pomóc przez to przejść. Bała się że mu nie wystarczy.  Czuła jak z każdym słowem mocniej ją do siebie przyciska i coraz więcej łez po chichu leciało jej z oczu. 
- To takie niesprawiedliwie. Ona miała wszystko przed sobą. Jak każdy popełniała błędy ale to był jej czas na naukę. Właśnie na błędach. Kiedy rodzicie , właściwie ojciec powiedział mi ze Sylwia nie żyje uznałem to za żart. Zwykły głupi żart mojego ojca komika. Zauważyłem że mówi ze śmiertelną powagą na twarzy. Nigdy nie miał takiej miny , wyraz jego ust , oczu i kości policzkowych był pusty. Jakby stracił cząstkę siebie. Ja chyba też cząstkę siebie straciłem. Miałem się nią opiekować , ale nie mogłem opiekować się jej życiem. Jej chorym sercem. - znów zapadła cisza. Tomek ślepo wpatrzony w ścianę płytko oddychał. Jego puls był wręcz niewyczuwalny. Nadia zerknęła na niego nieśmiało. Przyglądała się jego twarzy. Miał taki sam wyraz jak opisywał u ojca. Pusty. 
- Dziękuję, że mnie słuchasz. - powiedział i spojrzał na nią ślepo. 
- Nie masz za co . Od tego jestem. - dopiero teraz zobaczył jej spuchnięte oczy. Nie spodziewał się że będzie to przeżywała tak jak on. Przestraszył się i otarł jej policzki i wpił się w jej usta. Poczuł delikatny gorzki smak . 
- Jesteś moim skarbem . Nie wiem co bym zrobił bez ciebie. Pewnie bym zaćpał się i leżał w jakimś ciemnym zaułku a rodzice by mieli jeszcze jeden kłopot. - Nadii serce się krajało kiedy słuchała tych słów. Poczuła się z siebie dumna. Czuła że jest takim jakby jego ratunkiem. 

To by było na tyle. Wiem , że strasznie długo musieliście czekać, ale nie miała weny i czasu. Dostała szczeniaczka - suczkę. Wabi się Robi ( robby ) :D + Dziś stało się coś niezwykłego. Byłam nad naszym "jeziorem". Tam kiedyś była żwirownia a teraz jest kąpielisko. Kiedy wracałam rowerem i podjeżdżałam pod dom z domu sąsiadów wyszedł pewien chłopak. Przepiękny. Spełnienie moich najskrytszych pragnień. Nawet fryzura jaką ma chłopak na tapecie w moim telefonie. Nie czułam nóg i myślała że spadnę z tego roweru. Dostałam palpitacji serca a kiedy spojrzałam w jego stronę natknęłam się na jego spojrzeniem. O boże , wręcz zeskoczyłam z mojego pojazdu. Mam nadzieję , że nie patrzył na mnie ze względu na niezdarnie spięty kok i czerwone włosy plus zmęczoną twarz od wody. W każdym razie to chyba przeznaczenie, kurcze. Nie mogę przestać o nim myśleć. Na sam jego obraz w mojej głowie trzęsą mi się ręce a nogi miękną. Dlaczego on wywołuje u mnie tyle emocji. Widziałam go potem jak wynosił śmieci w niebieskich butach. Może przyjechał do sąsiadów na wakacje? Nie wiem. W każdym razie jeżeli go już nie zobaczę to chyba umrę. No pięknie. 
Cieszę się że już piękna pogoda. Mogę wyjść do ludzi i trochę pożyć chociaż sierpniem. A przy okazji im częściej będę na dworze tym większa szansa że zobaczę mojego księcia przez płot. Błaaagam . Musze nadrobić wasze blogi. Co słychać? Jak się podoba rozdział i który moment najlepszy? 

SŁUCHAMY : Nickelback- How You Rrmind Me  
~xoxo Nofound .